Mity dotyczące teleskopów Schmidta-Cassegraina SCT

Przegląd mitów i nieprecyzyjnych opinii dotyczących teleskopów konstrukcji Schmidta-Cassegraina produkowanych przez Meade i Celestrona

"Uncle Rod" czyli Rod Mollise to doświadczony użytkownik znający niejeden teleskop SCT. Jest m.in. autorem poradnika jak kupić używany SCT? (PDF). Na swoim blogu porusza także mity jakie się wytworzyły wokół tych teleskopów. Poniżej zaprezentuję streszczenie tego wpisu.

W sieci krąży wiele mitów, opowiastek i innych historii mniej lub bardziej prawdziwych. Teleskopy SCT na rynku amerykańskim dostępne są już prawie 50 lat i taki szmat czasu przyczynił się zapewne do bogactwa mitów i legend jakie powstały wokół tej konstrukcji.

"Z przodu teleskopu znajduje się tylko zwykła szyba utrzymująca lustro wtórne". Korektor Schmidta rzeczywiście wygląda na płaską taflę szkła, jednakże nie jest to zwykła szyba. Jego celem jest usunięcie aberracji sferycznej pochodzącej od sferycznego lustra głównej. Wymieniając korektor na przyciętą pod wymiar taflę szkła dostaniesz obraz raczej abstrakcyjny niż astronomiczny (co zrobił kolega Roda).

"Celestron 9,25" SCT jest odmienny od wszystkich pozostałych tub SCT". Stwierdzenie to pojawiło się zaraz po wprowadzeniu tego modelu na rynek w 1996 roku. Jest to bardzo dobry teleskop, który ma nieco bardziej płaskie pole niż C8 (choć z reduktorem/korektorem f/6.3 C8 okazuje się lepszy). Różnica kryje się w lustrze głównym, które zamiast standardowego f/2 ma f/2.3, co pozwala na zastosowanie mniejszego lustra wtórnego o mniejszej krzywiźnie. Daje to nieco bardziej płaskie pole i nieco dłuższą tubę. Bez nadmiernej magii.

"Maksutowy mają ciemniejsze tło niż SCT dzięki lepszemu kontrastowi/optyce". Ciemne tło widoczne w okularze zależy od bafli wewnątrz teleskopu. Mogą one być lepsze lub gorsze, niż w szeregowym SCT. Zależy od producenta. To co użytkownicy widzą obserwując przez Maka to naturalna mniejsza źrenica wyjściowa generowana przez maka, który jest ciemniejszy od SCT.

"Pomarańczowe C8 były najlepsze". Można z sentymentem podchodzić do starych pomarańczowych C8, C11 czy C14, ale nie oznacza to że są lepszą konstrukcją niż współczesne tuby. Rod widział ponadprzeciętne jak i bardzo słabe pomarańczowe sztuki w swojej karierze astroamatora. Obecnie może nie widać aż tylu ponadprzeciętnych, lecz także nie widać aż tylu niedopracowanych tub. Należy też pamiętać że te stare modele nie miały powłok na swoich korektorach, lub miały bardzo proste powłoki z tlenku krzemu. Współczesne powłoki są znacznie lepsze. Stare tuby SCT można kupić na rynku wtórym USA bardzo tanio. Kupując te najstarsze pomarańczowe musimy uwzględnić że mogą wymagać regeneracji (np. w OrionOptics UK, czy lustra lokalnie w Polsce). Nieco nowsze serie w dobrym stanie nie powinny ustępować współczesnym tubom. Szczegóły w poradniku Roda.

"SCT nie nadaje się do dużych powiększeń". Może czyjeś się nie nadaje, ale nie teleskop Roda, który wspomina obserwacje pierścieni Saturna przy powiększeniu dochodzącym 500x z jego C8. Skąd więc taka negatywna opinia o SCT? Może być ich kilka. Pierwsze to kolimacja - dobre skolimowanie teleskopu sprawi dużą różnicę w jakości obrazu przy dużych (i małych) powiększeniach. Kolejny powód to słabe tuby jakie zdarzały się Celestronowi i Meade w erze komety Haleya. Zdarzały się wtedy tuby dalekie od ideału.

"Celestron/Meade dobiera ręcznie lepsze lustra do droższych teleskopów". Nic z tego. Nie jest to standardową praktyką w tych firmach. Normalnie lustra w najdroższych modelach są takie same jak w tych tańszych. Różnica może brać się z produkcji optyki w różnych fabrykach (Chiny i Kalifornia dla Celestrona), czy różnych serii z różnych lat. Ogólnie kupienie droższego modelu nie da ci "lepszej" optyki. Czasami jednak Celestron produkował pojedyncze tuby z ręcznie dobieraną i wielokrotnie sprawdzaną optyką. Trafiały one do "przyjaciół" Celestrona, czy np. do klientów, którzy dostali za pierwszym razem wadliwą sztukę. Tuby te są bardzo rzadkie i raczej nie do odróżnienia od masowych.

"Kolimacja SCT jest trudna". W przypadku SCT wystarczy ustawił nachylenie lustra wtórnego za pomocą trzech śrub umieszczonych na przodzie tuby. W przypadku teleskopów Newtona trzeba ustawić dwa lustra. Strach przed kolimacją SCT może brać się z brakiem chęci robienia czegoś przy tym delikatnie wyglądającym korektorze. Nie można też w prosty sposob użyć kolimatora laserowego...

"Do kolimacji można używać laserowych kolimatorów". To skończy się rozkolimowaniem teleskopu. W teleskopach Newtona wszystkie elementy optyczne muszą być ustawione centralnie względem wszystkich pozostałych - stąd efektywność kolimatorów laserowych. W SCT wyjście optyczne nie musi być ustawione centralnie względem ścieżki optycznej wewnątrz tuby. Jest to ustawiane w fabryce tak by otrzymać w pełni ustawiony i skolimowany teleskop. Tak więc nie kolimujemy SCT kolimatorem laserowym do położenia centrycznego. W sieci dostępne są też przewodniki jak wykorzystać kolimator laserowy. Mając skolimowany SCT zaznaczamy miejsce, w którym pada powrotna wiązka i w teorii kolimując później ustawienie wiązki w to samo miejsce powinno dać skolimowany teleskop. W świecie rzeczywistym nie działa to tak dobrze i nie warto pokładać w tej metodzie zbyt wielkich nadziei.

"Flokowanie poprawia znacząco obraz". Po co ludzie flokują tuby, malują je na czarny mat? Podobno ogranicza to niechciane odbicia i refleksy. Według Roda ludzie to robią bo ktoś to już zrobił i oni też coś takiego chcą mieć. Według jego opinii flokowanie praktycznie nic nie zmienia przy ograniczaniu refleksów. Może zarazem wprowadzić sporo złego, gdyż trzeba rozebrać tubę, przykleić flok, albo coś pomalować. Można zarysować, zabrudzić lustra, czy korektor, jak i źle to poskręcać.

"Kiwanie się lustra utrudnia lub uniemożliwia astrofotografię". Ostrzenie ruchomym lustrem powoduje jego kiwanie się gdy przesuwamy je do przodu, czy w tył. Przy małych matrycach kamer może spowodować to że cel wyjdzie z pola ich widzenia, co może zirytować. Rozwiązaniem są krótkie wyciągi Cryforda montowane w wyjściu optycznym, których używa się do precyzyjnego wyostrzenia obrazu - problem rozwiązany.

"Opadanie lustra utrudnia lub uniemożliwia fotografowanie". Lustro główne może lekko się przekrzywiać pod wpływem grawitacji, gdy tuba się porusza. Powoduje to przesunięcie się pola widzenia, jak i może lekko rozostrzyć obraz. Prowadząc zewnętrznym teleskopem system nie wykryje przesunięcia się pola widzenia więc obraz będzie "pojechany". Off Axis Guider skoryguje przesunięcie się pola widzenia, choć na kilkugodzinnych odcinkach czasu warto sprawdzać ostrość. Astrofotografia jest jak najbardziej możliwa. Meade ACF i Celestron EdgeHD mają dodatkowo blokady lustra, które zapobiegają temu zjawisku.

"Teleskopy SCT ze względu na kompaktową konstrukcję są przenośne". Można powiedzieć że C8 jest blisko bycia "przenośnym obserwatorium", ale nie jest łatwo. Montaże widłowe, czy paralaktyczne wraz ze wzrostem apertury szybko stają się masywne i nieprzenośne. 10" jest niewygodne, 12" to wariactwo a 14" to już szaleństwo w kategorii "przenośności". Duże SCT można łatwo transportować, ale nie przenosić. Warto dodać że tuby zazwyczaj okazują się większe niż na zdjęciach w katalogu.

"Pole SCT obarczone jest komą". Pole dawane przez SCT nie jest w pełni skorygowane. Gwiazdy na obrzeżach pola widocznego w okularze nie są ładne i okrągłe tak jak w centrum. Za ten efekt nie odpowiada koma (nie w głównej mierze), tylko krzywizna pola konstrukcji. Jako że kamery Schmidta zaprojektowano do fotografii to problem ten rozwiązano stosując zakrzywione uchwyty na klisze. Teleskopy SCT i wizualne ich zastosowanie wypłynęło znacznie później. Oczywiście krzywizna pola nie przeszkadza w obserwacjach wizualnych gdy obserwuje to co masz w centrum pola widzenia, jednak okulary szerokokątne mogą nie pokazać pełnego swojego potencjału. Można stosować reduktor/korektor f/6.3, ale niekoniecznie z długoogniskowymi okularami, gdyż może wywołać winietowanie. W przypadku astrofotografii ten korektor został zaprojektowany tak by oświetlić skorygowanym polem matrycę rozmiaru APS-C (jak w cyfrowej lustrzance).


I na koniec kilka spraw poruszę ja. W Polsce od pewnego czasu niektórzy sprzedawcy prowadzą świętą wojnę Meade ACF kontra zwykłe SCT. Wychwalają je na dowolny sposób ignorując zarazem cenę i inne ograniczenia tych teleskopów. Meade ACF to teleskopy SCT ze skorygowaną komą, a Celestron EdgeHD to teleskopy ze skorygowaną komą i krzywizną pola. Oferują znacznie lepszy obraz na obrzeżach pola widzenia i to bez stosowania dodatkowych korektorów. Tak więc jeżeli mamy szerokokątne okulary (jak np. Naglery) to taki skorygowany teleskop da lepszy obraz w całym polu widzenia. Jeżeli jesteś purystą to możesz wydać więcej na jeden z nich.

W astrofotografii skorygowane pole jest ważne. Celestron prezentuje na swojej stronie ładne fotografie wykonane przy f/10 za pomocą pełnoformatowej kamery CCD (zarazem bardzo drogiej). Haczyk jest taki że nie ma reduktorów do obu typów teleskopów. Meade ani Celestron nie wydały reduktorów do nich, przez co praktycznie niemożliwe jest fotografowanie na krótszych ogniskowych z ACF czy EdgeHD. Do C11 EdgeHD jest np. reduktor Optec Lupus, ale do 9,25" już nie ma. Można oczywiście zastosować korektor/reduktor f/6.3 do zwykłych SCT, z tym że będą one degenerowały obraz bo będą korygowały wady, których nie ma. Na mniejszych matrycach może to nie być problemem... tylko po co wtedy ACD/EdgeHD? Wielu astrofotografów wybrało GSO/AstroTech RC, które są nieco jaśniejsze i posiadają dedykowane korektory/reduktory.

Drugą kwestią jest wychłodzenie. Mając porównanie między C8 a C11 mogę powiedzieć że C8 chłodzi się bardzo szybko, natomiast C11 ma już znacznie dłuższy czas chłodzenia. W SCT najwolniej chłodzi się lustro główne i w C11 w środku zimy 3-4 godziny trzeba liczyć dla pasywnego schłodzenia z +20 do -10 C. Nawiewające powietrze chłodziarki czy to amatorskie czy te robione przez Lymaxa i Geoptika potrafią ograniczyć ten czas nawet do około godziny. Duże SCT mimo bycia kompaktową konstrukcja są znacznie bardziej wymagające niż C8 i okolice.

blog comments powered by Disqus

Kategorie

Strony